16 maj 2017

Płyn micelarny dla skóry wrażliwej i suchej, L'oreal Paris

Cześć! 
Dzisiaj recenzja produktu dosyć nowego na drogeryjnych półkach. Chodzi o płyn micelarny z L'Oreal. Pierwszy raz zobaczyłam go w Rossmannie. Był wtedy na promocji. Kupiłam go za ok 14 zł. Nie wiem czy wiecie, ale jeśli chodzi o demakijaż to królują u mnie właśnie wody micelarne. Po prostu je uwielbiam! Dlatego byłam bardzo ciekawa, jak się sprawdzi ten oto gagatek. Lubię testować nowe płyny, ale zawsze jednak powracam do mojego ukochanego różowego Garniera. Jeśli jesteście ciekawe czy ten płyn pobił mojego ulubieńca to zapraszam do recenzji :)
 Opis producenta:
 Skład:
Moja opinia:
Cena: ok 22 zł (na promocji ok 14-15 zł)
Dostępność: Rossmann
Pojemność: 400 ml

Opakowanie: plastikowa tubka z wygodnym zatrzaskiem. Muszę przyznać, że opakowanie łudząco przypomina mi różowego Garniera, czyli automatycznie mam z nim bardzo dobre skojarzenia. Opakowanie jest proste, przejrzyste, zawiera wszelkie potrzebne informacje. Nie mam mu nic do zarzucenia. 
Zapach: jak widzicie poniżej, płyn jest bezzapachowy. Co uważam za duży plus. Bardzo sobie cenie płyny micelarne, które są hipoalergiczne, bez zapachu i bez parabenów. Ten płyn taki właśnie jest, więc duży plus dla niego. 


Wydajność: na plus. Produktu jest 400 ml, więc będziemy go używać 2 razy dłużej niż standardowe opakowanie (200 ml). 

Działanie: nie będę owijać w bawełnę- ten płyn jest rewelacyjny! Świetnie radzi sobie z demakijażem. Domywa wszelkie mocniejsze tusze, eyelinery. Przy tym jest jednocześnie delikatny dla wrażliwych oczu. Ani razu mnie nie podrażnił, co przy innych płynach micelarnych mi się zdarzało. Twarz po nim nie szczypie, nie piecze. Jest za to ukojona- tak jak obiecuje producent. Produkt ten na głowę bije większość płynów micelarnych. których używałam. Ale czy przebija różowego Garniera? Może odrobinę? Chociaż bardziej jestem skłonna ustawić te produkty na równi ze sobą. Oba maja u mnie pierwsze miejsce :) Jeżeli miałabym kupić ponownie jakiś płyn, to kierowałabym się chyba ceną. Kupiłabym tego micela, który byłby na lepszej promocji :) Polecam go wszystkim, a w szczególności osobom, które nie lubią różowego Garniera. Bo być może ten płyn micelarny okaże się dla nich lepszy :)

Znacie ten płyn micelarny? Co o nim sądzicie? 

10 maj 2017

Żel micelarny 'ogórek, mięta, kwas PHA', Ziaja

Cześć!
Wiem, że ostatnio jestem tu rzadko. W kwietniu pojawił się tylko jeden wpis! Ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że w kwietniu wzięliśmy sobie z mężem urlop i prawie 2 tygodnie byliśmy w Anglii. Zachęcam Was do śledzenia mnie na  Instagramie. Bo właśnie tam wrzucałam zdjęcia z wycieczki :) Po wycieczce musiałam się z powrotem zaaklimatyzować i dlatego jestem tu dopiero teraz. Ogólnie w ostatnim czasie bardzo dużo się u mnie dzieje i powoli przyswajam sobie pewne informacje :) Dobra koniec tłumaczeń, zapraszam na recenzję żelu micelarnego z Ziai, który ostatnio wykończyłam. 
 Opis producenta:
 Skład:
 Moja opinia:
Cena: ok 8 zł
Dostępność: sklepy internetowe, Hebe
Pojemność: 200 ml

Opakowanie: prosta, plastikowa, biała tuba z wygodna pompką. Na opakowaniu znajdują się wszelkie potrzebne informacje utrzymane w kolorze czarnym i zielonym. W opakowaniu przeszkadzało mi to, że ciężko było kontrolować poziom zużycia produktu. 

Zapach: jest wyrazisty, rześki, pobudzający. W sam raz na poranne przebudzenie. 

Konsystencja/ wydajność: żel ma dość płynną konsystencję. W sam raz do mycia twarzy. Ma lekko zielone zabarwienie. Jest wydajny. Mi wystarczył na bardzo długi czas. Ale stosowałam go zamiennie z innymi produktami. 


Działanie: zacznę od tego, że bardzo polubiłam ten żel. Ładnie pachniał, był wygodny w użyciu (dzięki pompce) a także całkiem dobrze radził sobie z demakijażem. Żel wraz z wodą tworzył delikatną piankę. Nie zmywałam nim oczu- tutaj zawsze stosuje płyn micelarny. Po umyciu twarzy żelem, stosowałam jeszcze płyn micelarny, który doczyszczał ewentualne pozostałości. Twarz po tych czynnościach była czysta, odświeżona i miękka w dotyku. Żel uważam za przyjemny produkt, aczkolwiek nie za jakiś nadzwyczajny. Wybór żeli do mycia twarzy jest bardzo duży, dlatego pewnie kolejnym razem będę chciała wypróbować coś innego.

Znacie ten żel micelarny? Co o nim sądzicie?

24 kwi 2017

Przepisy Babci Agafii, Tradycyjny syberyjski szampon nr 3

Cześć!
Dawno mnie tu nie było. Ale ostatnimi czasy wiele się u mnie działo. Także blog musiał tymczasowo zostać odsunięty na dalszy plan. Ale mam nadzieję, że teraz się zbiorę w sobie i wszystko wróci do normy. A dzisiaj zapraszam Was na recenzję szamponu, co do którego miałam pewne oczekiwania. Czy je spełnił? O tym będzie dalej :)
 Opis producenta:
 Skład:
Moja opinia:
Cena: ok 9 zł
Dostępność: Hebe
Pojemność: 550 ml

Opakowanie: duża, plastikowa butelka z wygodnym otwarciem na klik. Opakowanie jest w kolorze czarnym, więc ciężko kontrolować zużycie produktu. Jedynie po wadze butelki możemy być pewni, czy szampon się kończy. U mnie jest on na wykończeniu- zostało go jeszcze tylko na klika myć. Opis produktu w języku polskim jest naklejony na opakowanie i pod wpływem wody ulega zniszczeniu.
Konsystencja/ wydajność: szampon ma dosyć wodnistą konsystencję. Jest rzadki i może uciekać z rąk, gdy nałożymy go więcej. Jest on koloru żółto-zielonego. Jest on naprawdę bardzo wydajny. Oprócz tego, że pojemność ma całkiem sporą to i tak sam w sobie starcza na długi czas.
Zapach: przyjemny, ziołowy. To mój pierwszy szampon, który tak ziołowo i specyficznie pachniał. 

Działanie: zacznę od tego, że miałam spore wymagania, co do tego szamponu. Chciałam, żeby wzmocnił mi włosy i sprawił, że przestaną wypadać. Albo chociaż, że zmniejszy mi się wypadanie włosów. Jednak w tej kwestii zawiódł... No cóż poleciałam na opis na opakowaniu i uwierzyłam, że tyle tych ziołowych składników coś da moim włosom. Ale się przeliczyłam. A więc co robił ten szampon? Zwyczajnie mył włosy. Trochę też je plątał. Ale większość szamponów robi tak moim włosom. Uważam, więc że jest to taki normalny szampon do stosowania na co dzień. Nie oczekujmy po nim niczego spektakularnego. Raczej nie planuję powrotu do niego, bo takich zwyczajnych szamponów jest aż na pęczki. 

Jestem ciekawa jak się u Was sprawdził? Czy coś zadziałał z wypadaniem włosów? A może okazał się bublem? Dajcie znać w komentarzach :)

21 mar 2017

Volume Booster, Lovely- Bubel

Cześć!
W ostatnich miesiącach byłam zadowolona pod względem kosmetyków, jakie kupowałam. Wszystkie kosmetyki mi się sprawdzały. Do czasu... Byłoby za pięknie, gdyby taki stan rzeczy trwał za długo. No i się stało. Trafiłam na bubla. Mowa o maskarze Volume Booster, Lovely. Chciałabym Was ostrzec przed tym tuszem, bo to naprawdę była tragedia...
Opis produktu:
Pogrubiająca i wydłużająca mascara Volume Booster Lovely do rzęs z odżywczą formuła, z D-pantenolem, kolagenem i jedwabiem. Rzęsy mają głęboki, intensywny kolor czerni dzięki wysokiej koncentracji pigmentów. Maskara posiada właściwości odżywcze, pielęgnujące, chroniące i wzmacniające rzęsy.
Cena: 10,99 zł
Dostępność: Rossmann
Pojemność: 8 g
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia
Maskarę kupiłam spontanicznie, na promocji, nie czytając opinii o niej. Po prostu miałam ochotę wypróbować coś nowego. Niestety się zawiodłam. Pewnie to pomarańczowe opakowanie przyciągnęło mnie do siebie :) Tusz ma silikonową szczoteczkę, czyli taką jaką teoretycznie lubię. W przypadku tego produktu nic to jednak nie dało. 

Już na samym początku stosowania tej maskary szczoteczka się jakby trochę naderwała w miejscu łączenia z tym plastikowym patyczkiem. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi :) Jeśli takie rzeczy dzieją się już na początku, to znaczy, że coś jest nie tak.
Poza tym, że maskara leciutko barwiła moje jasne rzęsy na czarno, to nic więcej nie robiła. Nie pogrubia, nie wydłuża i osypuje się. Po miesiącu stosowania była zeschnięta i wylądowała w koszu! A przez ten miesiąc, kiedy ją używałam miałam tak lekko pomalowane rzęsy, że to była porażka. Nie pomagała nawet druga czy trzecia warstwa! Po prostu ten tusz jakby nie chciał się nabierać na szczoteczkę. Nie mam pojęcia czy mi się trafił trefny egzemplarz czy wszystkie te maskary tak mają. Podejrzewam, że wszystkie, ponieważ nie brałam pierwszego z brzegu tuszu, tylko sięgnęłam po ten głębiej położony. No cóż nie polecam!

Na jaki bubel trafiłyście ostatnio? Znacie ten tusz? Jakie macie o nim zdanie?

17 mar 2017

Renata Frydrych- Załatw pogodę, ja zajmę się resztą

Cześć!
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki ,,Załatw pogodę, ja zajmę się resztą". Mam nadzieję, że znajdzie się tu choć kilka osób, które lubią czytać książki i ta pozycja ich zainteresuje :) Książkę tą wraz z dwoma innymi zamówiłam na początku marca na stronie bonito.pl. Powiem Wam, że jestem mile zaskoczona z szybkości nadejścia przesyłki i opcją przesyłki- paczka w RUCH-u za oszałamiające 2,99 zł! Napewno jeszcze coś zamówię z tej strony :)
Autor: Renata Frydrych
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2017
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 544

Jeśli chodzi o opis książki to możecie sobie przeczytać poniżej.
Co mnie skłoniło do jej kupna? Napewno okładka z balonami, opis znajdujący się z tyłu książki, liczba stron (chciałam, żeby jak najdłużej się ją czytało) i pozytywne opinie o niej. Jest to dosyć nowa książka, ponieważ została wydana na początku lutego. Także jestem ciekawa czy ktoś z Was o niej słyszał albo ją już przeczytał? Dajcie koniecznie znać :)
Książka zawiera dużo krótkich rozdziałów o dosyć zabawnych tytułach. Jest świetnie napisana, dobrze się ją czyta. Osobiście bardzo lubię jak w książkach jest dużo dialogów. Im więcej tym lepiej. Tu o dziwno mimo, że dużo było jednolitego tekstu bez dialogu, czytanie szło i tak bardzo sprawnie. I najważniejsze, że nie męczyłam się z opisami krajobrazów itp. Jednolite teksty dotyczyły zazwyczaj jakiś zdarzeń, więc były ciekawe. Książkę przeczytałam w dwa dni (sobotę i niedziele). Tak mnie wciągnęła, że o sobotnim sprzątaniu mogłam zapomnieć :)

Podsumowując: książka ta jest naprawdę taką "prawdziwie rodzinną komedią romantyczną". Mimo, że jest trochę przewidywalna, to i tak warta przeczytania. Prosta, lekka, taka żeby oderwać się choć na chwilę od codzienności. Z chęcią zobaczyłabym film na jej podstawie. Choć szczerze mówiąc, ta książka kojarzy mi się z pewnym polskim serialem (który również bardzo lubię). Ale nie będę Wam zdradzać jakim :)

Dajcie znać czy słyszałyście o tej książki, co ostatnio przeczytałyście i co polecacie?

10 mar 2017

ZAKUPY KOSMETYCZNE

Hej!
Dziś przybywam do Was z postem zakupowym. Wiem, że takie wpisy lubicie. Sama również chętnie podglądam, co nowego zawitało do Was :) W ostatnim czasie postanowiłam ograniczyć zakupy kosmetyków. Kupuję to, co mi naprawdę potrzebne lub mniej potrzebne, ale na promocji :D Dlatego poniżej znajdziecie tylko kilka drobiazgów. Oto one:
Na początek dwa żele pod prysznic z Isany. I to nie są zakupy z promocji w Rossmannie 1+1. Na tej promocji niestety nic nie kupiłam. Ten różowy żel z olejkiem już mam na wykończeniu. Niebawem otworzę ten drugi :)
Kolejne kosmetyki to produkty do włosów. Szampon Pantene pro-v Aqua light kupiłam dla męża, żeby miał na siłownię (ok 10 zł- promo). Sama kiedyś używałam tego szamponu i był całkiem ok. Od siostry dostałam zaś odżywkę pielęgnacyjną - pogrubienie i zagęszczenie włosów BB L'Biotica Biovax. Bambus & Olej Avocado. Mam nadzieję, że u mnie się sprawdzi, bo jej coś w tej odżywce nie pasowało. 
Dalej mamy nowość: płyn micelarny z L'oreal. Kto wie, może będzie lepszy od różowego Garniera? :) Do tego na promocji wyhaczyłam oliwkę pielęgnacyjną Hipp. Użyłam jej dopiero kilka razy, ale już wiem, że z tego będzie miłość :) Pięknie pachnie i super nawilża. A skład ma po prostu rewelacyjny!
Ostatnie dwa zdjęcia przedstawiają moje zamówienie z Allegro. Potrzebowałam kilku drobiazgów przydatnych przy robieniu hybryd. Przez Internet oczywiście bardziej się opłacało kupić niż stacjonarnie. Kupiłam w dużych pojemnościach cleaner i aceton. 
A także wzorniki, bloczki polerskie i żarówki do lampy UV (te ostatnie nie załapały się do zdjęcia). 
Do zakupów dochodzą jeszcze m.in. dwa kremy do rąk i maseczka do twarzy. a także kilka drobiazgów, które już pewnie są w użyciu. 

Znacie te produkty? A może Was coś zaciekawiło? 
Piszcie w komentarzach :)

4 mar 2017

Denko- Styczeń, Luty 2017r.

Cześć!
Witajcie w marcu! Bardzo mnie to cieszy, bo jest coraz bliżej wiosny :) Ale pora rozliczyć się z pustakami ze stycznia i lutego. Dlatego tez zapraszam Was dziś na denko dwumiesięczne.
 Objaśnienie:
111- kupię
111- może kupię
111- nie kupię 
1. Płyn micelarny Garnier- mój ulubieniec!
2. Kremowy żel pod prysznic BeBeauty- całkiem ładnie pachniał. Był dosyć gęsty i bardzo wydajny. Do dostania w Biedronce za nieduże pieniądze :)
3. Płyn do soczewek Horien- jestem z niego zadowolona, chociaż żadnego innego nie próbowałam.
4. Płyn do płukania jamy ustnej Listerine- może być, chociaż nigdy nie przepadałam na płynami tej marki.
5. Pasta do zębów Blend-a-med- jak dla mnie ok :)
6. Krem do rąk Eveline, 'Niewidzialne rękawiczki'- bardzo ładnie pachniał i dobrze nawilżał.
7. Krem do rąk Eveline, Extra Soft- również bardzo dobry krem tej marki. Jednak ten pierwszy miał ładniejszy zapach :)
8. Krem ochronny półtusty Alantan Dermoline- świetny krem jeśli chodzi o stosowanie jesienią i zimą. Używałam go na twarz, świetnie się sprawdzał i nie zapychał.
9. Żel do golenia Gillete- dostałam go od męża, bo mu nie pasował i mi też jakoś nie przypadł do gustu.
10. Sól do kąpieli BeBeauty- cudowna o przepięknym zapachu. Pisałam o niej TUTAJ.
11. Olej kokosowy- całkiem fajnie się sprawdzał jako balsam czy do zmywania makijażu. Tak naprawdę to miał on bardzo dużo zastosowań :)
12. Mgiełka do ciała Avon- połowę buteleczki musiałam wylać, bo minął termin ważności. Zapach jakoś mnie nie porwał.
13. Podkład Maybelline Whitestay UV- RECENZJA
14. Perfumy Glamour- był to odpowiednik Perfum CK In2U. Zapach piękny, buteleczka praktyczna i w sam raz do torebki. Mam ochotę na jeszcze jakieś perfumy, bo były dosyć trwałe. Usłyszałam za nie kilka komplementów.
15. Pomadka ochronna Isana- taki zwyklaczek.
16. Odmładzająca maska do twarzy na mleku łosia, Bania Agafii- RECENZJA
17.Maska algowa Bielenda- świetnie działała, chciałabym jeszcze do niej powrócić.

I to byłoby na tyle. życzę Wam pięknej i słonecznej soboty :)

21 lut 2017

Bambino, krem ochronny z tlenkiem cynku

Cześć!
Dzisiaj pokażę Wam mojego kolejnego ulubieńca ostatnich miesięcy. Jest nim krem ochronny z tlenkiem cynku, Bambino. Skusiłam się na niego, dlatego, że polecała go Karolina z kanału Karolina Myśliwiec. Mówiła, że krem świetnie radzi sobie z podrażnieniami po depilacji, jest świetny na wszelkie krostki i skóra po nim jest gładka i mięciutka. Musiałam, więc go wypróbować skoro jest taki dobry, a kosztuje niewiele :)
Krem kupiłam w Rossmannie za około 3, 4 zł (cena regularna ok 5 zł). Napewno dostaniecie go bez problemu również w innych drogeriach. Wybrałam chyba najmniejszy dostępny wariant kremu, czyli 75 ml. Nie wiem czy są mniejsze, ale większe są napewno. Wzięłam go na wypróbowanie, więc taka pojemność była dla mnie w sam raz.  
Opakowanie: krem znajduje się w solidnym, aluminiowym słoiczku. Krem posiadał sreberko, które zabezpieczało przed obcymi paluchami :) Posiada również ładną szatę graficzną, która przyciąga uwagę. Na opakowaniu znajdują się wszelkie przydatne informacje, tj. np skład. 
Działanie: krem ma gęstą, tłustą konsystencję. Ciężko się rozprowadza- trzeba dobrze go rozetrzeć inaczej zostaje biaława powłoka. Jeśli chodzi o wchłanianie się, to z takimi tłustymi kremami mam wrażenie, że nie wchłaniają się one do końca. Z tym kremem czekam po prostu kilka minut i normalnie ubieram ubranie. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby coś mi pobrudził. Bardzo dobrze się sprawdza na wszelkie niedoskonałości. Sprawia, że stają się mniejsze i szybciej się goją. U mnie na twarzy ląduje dosyć często- tak zapobiegawczo. Nie stosuję go codziennie, bo mógłby wysuszyć. Polecam go również do stosowania na krostki, które u mnie czasem są na ramionach czy pośladkach. Również dobrze się sprawdza po depilacji. Coś w nim takiego jest, że skóra naprawdę robi się przyjemnie gładka i miękka. W dodatku kosztuje niewiele, a przy tym jest wydajny! Z czystym sercem polecam!
Znacie go? Również go lubicie? Używacie produktów z cynkiem?

16 lut 2017

Korektor Maybelline, Affinitone- czyli kolejny ulubieniec

Cześć!
Witam Was w ten piękny, słoneczny dzień. Miałam dzisiaj wielką ochotę na spacer, ale te wielkie kłęby smogu (które wyglądają jak mgła) skutecznie mnie zniechęcają :/ W tym tygodniu jestem na urlopie i miałam w planach podgonić trochę w postach, ale cóż... Wyszło trochę inaczej :) W ogóle w ostatnim czasie nie mam za bardzo Wam o czym pisać, bo po prostu nic nowego sobie nie kupiłam. Chyba pora się wybrać na jakieś zakupy :D Jednak przypomniałam sobie, że nie pisałam Wam jeszcze o korektorze, który już chwile u mnie gości i bardzo się polubiliśmy. Oto on...
Korektor Affinitone z Maybelline o numerze 01 Nude Beige kupiłam na ostatniej promocji -49% w Rossmannie. Najczęściej produkty do makijażu kupuję właśnie na takich promocjach. Jego regularna cena to ok 29 zł. Mnie on kosztował połowę z tego, więc tym bardziej się cieszę. Nie lubię kupować kosmetyków w pełnej cenie. Nawet niewielka promocja jest lepsza niż jej brak :) Pewnie się ze mną zgadzacie.

Opis producenta:
Doskonałe dopasowanie do odcienia skóry, niezależnie od rodzaju cery. Zapewnia perfekcyjne krycie niedoskonałości, a wyjątkowa, lekka i kremowa formuła nie obciąża skóry. Rozprowadza się łatwo i równomiernie.

Korektor znajduje się w plastikowym opakowaniu. Jego pojemność to 7,5 ml. Aplikator ma w kształcie gąbeczki. Jest bardzo wygodny i dozuje odpowiednią ilość produktu. 

Korektor praktycznie od początku stał się moim ulubieńcem. Używam go jedynie w okolicach oczu. Na niedoskonałości zaś korektor z Catrice. Bardzo ładnie rozświetla okolice oczu, wyrównuje koloryt, zakrywa moje drobne sińce. Nie wchodzi za bardzo w zmarszczki i bardzo ważne- nie uczula mnie. Podoba mi się jego odcień- jakby idealnie dla mnie stworzony. Jest to również produkt bardzo wydajny. Ma całkiem dobre krycie i nie wysusza. Warto go wypróbować! 

Poniżej możecie zobaczyć jak wygląda on na mnie. Chciałam Wam pokazać zdjęcia przed i po, ale nie uchwyciły one tej różnicy, która jest na żywo. 
Miałyście ten korektor? Jak Wam się podobał? Ja osobiście jestem z niego bardzo zadowolona. Mam go jeszcze sporo, więc mi jeszcze posłuży przez jakiś czas :)

10 lut 2017

PIANKA OCZYSZCZAJĄCA, NIVEA

Witajcie!
Obiecałam Wam w ostatnim poście, że napisze coś więcej na temat pianki oczyszczającej od Nivea. Pianka ta jest przeznaczona dla cery suchej i wrażliwej. Kupiłam ją oczywiście spontanicznie na jakiejś promocji. Przyznaje jednak, że produkty do oczyszczania twarzy w formie pianki długo mnie już ciekawiły. Na co dzień większość z Was używa przede wszystkim żeli, mleczek czy też płynów micelarnych. A kto używa pianek? Przyznawać się! :) 
 Opis producenta:
 Skład:
Moja opinia:
Cena: ok 18 zł/ na promocji ok 10 zł
Dostępność: Rossmann, Natura, inne
Pojemność: 150 ml
Opakowanie: prosta plastikowa buteleczka, przezroczysta o lekko różowym zabarwieniu. Na opakowaniu zawarte są wszystkie niezbędne informacje. Bardzo wygodna pompka, która zamienia płyn w piankę :)
Działanie: zacznę od tego, że piankę stosuję przede wszystkim rano do zmycia sebum, które nagromadziło się przez noc oraz do odświeżenia i obudzenia twarzy :) Sprawdza się w tej roli znakomicie! Twarz po jej użyciu jest miękka, gładka. Nie ma po niej uczucia ściągnięcia, szczypania itp. Pachnie bardzo ładnie, oczywiście tak "niveowo" :) 
Parę razy próbowałam ją stosować wieczorem do demakijażu i szczerze przyznaję, że też dawała sobie nieźle rade. Gdy ją spłukiwałam, gołym okiem można było dostrzec brudną wodę (od podkładu, różu, bronzera). Na okolice oczu jej nie stosowałam. Po użyciu pianki przecierałam twarz jeszcze płynem micelarnym. Czasem na waciku widać było jeszcze resztki podkładu, ale głównie z miejsc przy linii włosów. 
Według mnie jest to świetny produkt do wstępnego demakijażu a także do porannej pielęgnacji. Wydaje mi się, że ta pianka nie poradziłaby sobie z makijażem, do którego użyto mocnych i trwałych produktów. Takich wiecie, co ciężko się zmywa. Jestem zadowolona, że mogę się zgodzić z obietnicami producenta, bo naprawdę zostały one spełnione! Jedynie według mnie pianka oczyszcza, ale nie dogłębnie... 

Gorąco Wam ją polecam i oczywiście napiszcie w komentarzach, czy używałyście już pianek do oczyszczania twarzy :)

P.S  Zapraszam Was na mojego Instagrama!

4 lut 2017

Moja pielęgnacja twarzy zimą- 2017r.

Hej!
Jak tam u Was ze zdrowiem? Bo mnie ostatnio dopadło przeziębienie. Najpierw mój mąż był chory, a tydzień później dopadło i mnie. Na szczęście już jest lepiej. Mam więcej sił do działania! Leżenie cały dzień w łóżku sprawia, że człowiek nie wie co ze sobą zrobić. Naprawdę można zwariować... Także wszystkim życzę dużo zdrówka i zapraszam na nowy post :)
Tym razem postanowiłam pokazać Wam, jakich produktów używam do pielęgnacji mojej twarzy. 
Poranek: uwielbiam wtedy używać pianki oczyszczającej od Nivea. Jest ona delikatna, ale do odświeżenia twarzy po nocy nadaje się idealnie. Napewno pojawi się wpis na jej temat w najbliższym czasie. Następnie używam płynu micelarnego od Garniera. Na sam koniec wklepuję pod oczy żel ze świetlikiem z Flos-Lek, a na twarz krem nawilżający z Himalaya Herbals. O kremie do twarzy pisałam Wam TUTAJ. Jeśli zaś chodzi o żel pod oczy, to trzymam go w lodówce i myślę, że zdecydowanie lepszy były na lato :)
Wieczór: to czas demakijażu! Wykonuję go przy użyciu żelu micelarnego z Ziai. Do tego bardzo pomocna jest gąbeczka silikonowa kupiona w Rossmannie za kilka złotych. Następnie resztki makijażu zmywam płynem micelarnym z Garniera. Jako krem na noc stosuję zamiennie krem ochronny z Bambinokrem nawilżający z Himalaya Herbals. Co do kremu Bambino- świetnie działa na niedoskonałości (zawiera tlenek cynku). Przy częstszym stosowaniu mógłby wysuszać, więc warto być z nim ostrożnym.  
Dodatkowo: nie może się obejść bez maseczek raz na jakiś czas. Na zdjęciu powyżej maseczka nawilżająca z Bania Agafii i algowa z Bielendy. Z obu jestem zadowolona. 

Jak wygląda Wasza pielęgnacja? Waszym zdaniem jakich produktów mi tutaj jeszcze brakuje?

30 sty 2017

Deserowy balsam ochronny 'Guma do żucia'

Cześć!
Chciałabym dzisiaj napisać Wam coś więcej na temat pewnej pomadki ochronnej do ust, którą kupiłam w Rossmannie. Bardzo wolno idzie mi zazwyczaj zużywanie produktów do ust, ponieważ brak mi systematyczności w ich stosowaniu. Dlatego tym razem przy wyborze pomadki ochronnej duże znaczenie miał dla mnie jej smak i wygląd. Nic dziwnego, że w moje ręce wpadł deserowy balsam ochronny o zapachu gumy do żucia od Laury Conti
 Opis producenta:
 Skład:
Moja opinia: 
Cena: ok 4 zł
Dostępność: Rossmann
Pojemność: 4,8 g


Opakowanie: chyba sami przyznacie, że opakowanie tego balsamu rzuca się w oczy. Piękne, wyraziste kolory aż krzyczą do klientów "weź mnie, weź mnie".  Do mnie z pewnością przemówiły. Na opakowaniu znajdziemy też hasła typu: "Zero Calorie" czy "Guma do Żucia". Wydaje mi się, że jakoś oddziałują one na naszą psychikę. 
Działanie: jeśli chodzi zaś o samą pomadkę, to jak widać na zdjęciu powyżej, jest ona w kolorze delikatnego różu. Jest wykręcana. Ma bardzo ładny zapach. Dzięki temu używam jej częściej niż zwykłe bezsmakowe (aczkolwiek dobre w działaniu) pomadki. Aplikuje ją zawsze przed wyjściem na zewnątrz i czasem w ciągu dnia, gdy mam taka potrzebę. Pomadka spełnia bardzo dobrze swe zadanie na moich średnio wymagających ustach- nawilża je. Odkąd jej używam nie miałam problemów z pękającymi kącikami czy bardzo wysuszonymi ustami. Gdy pomadkę wkręcę maksymalnie do środka, widzę jej zużycie. To mnie bardzo cieszy, bo widać, że ją używam. Pomadka nie barwi ust na różowo- pozostawia tylko taką błyszczącą warstwę. 

Jak widać czasem ładne opakowanie czy też zapach jakiegoś produktu sprawi, że częściej po niego sięgamy. I bardzo dobrze! Bo lepiej kupić coś, co faktycznie będziemy stosować, a nie produkt bardzo polecany o dobrym składzie, a który nas jakoś nie pociąga...

Dajcie znać czy ładne opakowania też Was kuszą? I oczywiście czy znacie ten balsam ochronny.